Jeżynami jesień się zaczyna

Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo, nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaku jeżyny nie zbiera winogron (Łk 6, 44).

Kończą się żniwa, niedługo przyjdzie jesień, na dworze zrobiło się chłodniej, ostatnio nawet napaliłam w piecu. Dziś pogoda wyraźnie się poprawiła, więc wybrałam się na łąkę. Psy buszowały wśród traw, a ja poszłam sprawdzić, czy dojrzał już dziki bez. Ku mojej radości znalazłam dorodne krzewy jeżyn obsypane dojrzewającymi owocami. Zaczęłam je zbierać i wtedy okazało się, że muszę się spieszyć, bo mam konkurencję. Arya, suka, okazała się wielbicielką jeżyn. I nie dość, że lepiej niż ja radziła sobie z kolcami, to wybierała najdojrzalsze owoce. A zatem psy też wiedzą, co jest dobre.

O jeżynie

W neolitycznych palowych osiedlach w Szwajcarii archeolodzy znaleźli pozostałości jeżyn, malin, tarniny i jabłek. Także w wykopaliskach z późniejszych czasów odkryto naczynia z resztkami tych owoców. Jeżyny opisywała starożytna trójca  — Hipokrates, Dioskurides i Pliniusz, cenili nowożytni lekarze. Grecy uważali, że owoce dają ludziom tytaniczną moc, gdyż, jak mówił mit,  ich krzewy wyrosły z krwi tytanów walczących z Zeusem.

W Izraelu jeżyny rosną w miejscach nadrzecznych i bagiennych w środkowej części tego kraju. W Biblii o jeżynie napisano tylko raz, zdecydowanie częściej wspomina o niej Talmud.

Z punktu widzenia botaniki jeżyny i maliny to jedna rodzina. Jeżyny (Rubus fruticosus) łatwo rozpoznać, mają tak charakterystyczne owoce (nawiasem mówiąc, to, co widzicie to tzw. owoc zbiorowy, składający się z małych pojedynczych owoców właściwych połączonych dnem kwiatowym), że trudno się pomylić.

Wyobraźcie sobie, że w Polsce rośnie co najmniej sto gatunków jeżyn! A co dopiero mówić o Europie, gdzie doliczono się (i opisano) około dwóch tysięcy! U nas rośnie jeżyna: wzniesiona, pofałdowana, bruzdowana, popielica, gruczołowata… i uprawiana, najczęściej przez ogrodników amatorów, jeżyna bezkolcowa. Oczywiście, oprócz botanicznej nazwy istnieją też nazwy ludowe: ostrężyna, ożyna, czernica, dziady i wielce wymowne drapaki.

Niektóre krzewy jeżyn nie mają wcale owoców, na innych znajdują się tylko małe, kwaśne i zupełnie niezachęcające do zbierania, ale inne jeżyny mogą wykształcić tak smaczne i dorodne owoce, że trudno ich nie lubić.  Jakby tego było mało, smak i wygląd owoców może się od siebie zdecydowanie różnić. Nawet smak jednego gatunku bywa inny w zależności od podłoża, na jakim rośnie, nasłonecznienia i pogody.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego rozmnażania, ale jeżyny są inne. Nie chciały się rozmnażać po bożemu i wybrały apomiksję, czyli rozmnażanie z pominięciem zapłodnienia, dzięki czemu zarodek powstaje partenogenetycznie (dzieworódczo). Właściwie jest więc klonem rośliny matczynej. Nie jest to rozmnażanie wegetatywne, gdy np. z pnia lub łodygi wyrastają pędy. A jednak w tym jeżynowym rozmnażaniu jest haczyk. Bo jeśli na kwiaty jeżyny trafi pyłek innej jeżyny, to dochodzi do zapłodnienia i wtedy może powstać mieszaniec. Jeżyny są tak zmienne, tak się krzyżują, że nawet doświadczony botanik może mieć z nimi ogromne problemy. Pewnie dlatego w Polsce zajmuje się nimi tylko niewielu specjalistów.

Przejdźmy do zalet

Jeżyny udomowiono stosunkowo niedawno, koncentrując się przede wszystkim na usunięciu kolców i wyhodowaniu jak największych owoców, które nie będą się zbyt szybko psuły w trakcie transportu. Nikt do tej pory, na szczęście, nie wpadł na pomysł zmiany koloru i wyhodowania jak najsłodszych odmian. Dzięki temu w owocach jeżyn ogrodowych znajdziecie tyle samo wartości ile w dzikich. A jeżyny słyną z niskiego indeksu glikemicznego i z dużej ilości antocyjanów!

Medycyna tradycyjna ceniła nie tylko ich owoce, ale i liście, i korzeń. Wywarem z tego ostatniego leczono biegunki i czerwonkę. Sok podawano przy zapaleniach jelita grubego. Napar z liści stosowano na zgagę, wzdęcia, a także jako środek moczopędny i dezynfekujący. Wierzono, że jadanie jeżyn lub przetworów z nich przyśpiesza rekonwalescencję, leczy anemię.

Najnowsze badania wykazały, że jeżyny są bogatym źródłem substancji prozdrowotnych i odżywczych, chroniących organizm przed wieloma chorobami, choć nauka jeszcze w pełni nie wykorzystała potencjału w nich tkwiącego. Antocyjany, kwas elagowy i fenolowy niszczą wolne rodniki odpowiedzialne za powstawanie komórek nowotworowych, a jeżyny mają wyższy potencjał przeciwutleniaczy (co wynika z  zawartości związków fenolowych) niż wiele innych owoców.

Okazuje się też, że jeżyny mają silne działanie przeciwzapalne i antybakteryjne, co jest szczególnie ważne w dzisiejszej rzeczywistości, gdy wciąż powstają nowe szczepy bakterii opornych na kolejne antybiotyki. W tej sytuacji czasem należy wrócić do początków i szukać pomocy w świecie roślin. Nie będę Wam tłumaczyć mechanizmów działania jeżyn na bakterie i grzyby, ale może zainteresuje Was fakt, że ekstrakty z jeżyn (mowa tu nie tylko o owocach, ale o korzeniach oraz liściach) działają na bakterie silniej niż niektóre antybiotyki (!), niszcząc także salmonellę i gronkowce oraz niektóre wirusy. Ekstrakty z jeżyn, działając bakteriobójczo, nie uszkadzają komórek organizmu ludzkiego, w dodatku „współpracują” ze stosowanymi antybiotykami, nie tylko znosząc lub łagodząc uboczne efekty ich stosowania, ale przede wszystkim zwiększając ich działanie.

Chińczycy już od wieków stosowali wyciąg z korzeni jeżyn do leczenia różnych chorób wątroby, w tym nowotworu tego narządu. Nic dziwnego, jeżyny odznaczają się dużą aktywnością przeciwnowotworową. Wiadomo, że odpowiednia dieta, bogata w owoce i warzywa, przeciwdziała nowotworom przewodu pokarmowego, a zatem ekstrakty z jeżyn, bogate w taniny i związki fenolowe, być może w przyszłości zostaną wykorzystane jako skuteczne leki przeciw niektórym nowotworom. Zdaniem naukowców, którzy już 2004 roku opublikowali wyniki badań dotyczących jeżyn w Journal of Agricultural and Food Chemistry, regularne spożywanie tych owoców (jedna szklanka dziennie) bardzo skutecznie przeciwdziała nowotworom.   

Nalewka jest dobra na wszystko

Najlepiej smakują jeżyny świeże, jeszcze ciepłe od sierpniowego słońca, bez problemu można pewnie zjeść i dwie szklanki. Tylko, co z zimą? Może więc warto przygotować nalewkę. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, napotnie, usprawnia układ krążenia, a ponieważ zawiera fitoestrogeny, więc warto ją stosować w okresie menopauzy (podobno zwalcza napady gorąca) i w przypadku zespołu napięcia przedmiesiączkowego.

Nazbierajcie kilogram jeżyn, umyjcie je, przesypcie warstwami cukrem, zalejcie 70% wódką i zostawcie na dwa miesiące w chłodnym, ciemnym miejscu. Odcedźcie, przefiltrujcie i  schowajcie głęboko co najmniej na pół roku. Jeśli chcecie wzbogacić smak nalewki, to na ostatni miesiąc przed odfiltrowaniem dodajcie przekrojoną laskę wanilii lub kilka goździków. Znajomi pszczelarze zamiast cukru do nalewek stosowali miód rzepakowy, to także dobry pomysł na wzbogacenie jej wartości.

A może zróbcie ‘rumjeż’, czyli jeżynówkę z rumem. W tym przypadku zasypcie jeżyny cukrem na jeden dzień, odcedźcie, zagotujcie sok. Na litr zimnego soku dodajcie pół litra rumu. Odstawcie na dobre sześć miesięcy w ciemne miejsce. “Konjeż’ to wersja z koniakiem zamiast rumu. Nie muszę Wam przypominać, że nalewka jest lekarstwem, więc jej nadmiar bywa szkodliwy.

A teraz już pożegnam się z Wami, bo idę na łąkę zbierać jeżyny.